Artykuły‎ > ‎

Sądy rodzinne nie mogą ingerować na zapas

Opublikowane w Rzeczpospolitej, Marek Domagalski, 
10.05.2015
Przedszkole wystąpiło do sądu o ograniczenie władzy rodziców, bo miało inną wizję domniemanych problemów wychowawczych dziecka.

Sprawa trwała półtora roku. Po kilku rozprawach stanęło na tym, że sąd nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości.

– Tak oto złośliwy donos mógł rozbić rodzinę – alarmuje Centrum Interwencji Procesowej Ordo Iuris, organizacja prawników wspierających osoby pokrzywdzone przez prawo. Pomagała też rodzinie Mikołaja.

Przedszkolne kwasy

Dyrektorka przedszkola zarzuciła rodzicom nieudolność wychowawczą i brak reakcji na uwagi jej i nauczycielek, w których ocenie dziecko ma kłopoty psychiczne. Jednocześnie chłopiec był np. pomijany przy przedszkolnych uroczystościach.

Sąd zapoznał się z badaniem rodzinnego ośrodka diagnostyczno-konsultacyjnego. Trwało ono sześć godzin i było bardzo pozytywne dla rodziców. Specjaliści stwierdzili, że rodzice bardzo dobrze diagnozują problemy dziecka, więzi w rodzinie są bliskie, matka dodatkowo ukończyła warsztaty umiejętności wychowawczych, a Mikołaj uczęszczał do różnych szkółek.

– Wiele wskazuje na to, że dyrekcja chciała się pozbyć przedszkolaka, wobec którego należałoby zastosować indywidualne podejście wychowawcze – mówi „Rzeczpospolitej" Bartosz Lewandowski, pełnomocnik rodziców. – Takich zachowań placówek wychowawczych jest niestety coraz więcej. Być może stoi za tym asekuracja na wypadek, gdyby doszło do jakiegoś incydentu z nieco trudniejszym dzieckiem – przypuszcza.

Sąd orzekł, że nie ma podstaw do ograniczenia władzy rodzicielskiej. Uzasadniając postanowienie, sędzia Dagmara Hulej nie pozostawiła wątpliwości, że rodzice tworzą kochającą rodzinę i przeciwdziałają problemom adaptacyjnym synka, zapewniają mu pomoc psychologiczną, a psychiatryczna jest zbędna.

Jest problem

Jeżeli było tak dobrze, to skąd wniosek do sądu?

– Może jest w tym element asekuracji – zgadza się Dorota Trautman, sędzia rodzinny, wizytator w warszawskim Sądzie Okręgowym. – Placówki zajmujące się opieką nad dziećmi mają obowiązek zawiadomić sąd o zdarzeniu uzasadniającym ingerencję we władzę rodzicielską w obronie dziecka. Co ciekawe, zbyt pośpieszne zawiadamianie dotyczy niegroźnych sytuacji. Lepiej jednak, że rodzice doznają tego, niestety przykrego, środka, a sąd sprawdza wątpliwości, niż gdyby zagrożenie zlekceważono – uważa.

– Sąd rodzinny i uprawnienia z art. 109 kodeksu rodzinnego powinny być uruchamiane jedynie w razie realnego zagrożenia dobra dziecka, a jeżeli przedszkole nie radzi sobie z jakimś problemem wychowawczym, to organ je nadzorujący powinien bezzwłocznie przyjrzeć się jego kompetencjom – mówi adwokat Rafał Wąworek.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora, m.domagalski@rp.pl

Arsenał do wykorzystania

Jeżeli dobro dziecka jest zagrożone, sąd może w szczególności:

- zobowiązać rodziców do określonego postępowania, w szczególności do pracy z asystentem rodziny,

- skierować małoletniego do placówki wsparcia dziennego lub rodziców do specjalisty zajmującego się terapią rodzinną,

- określić czynności, jakich nie mogą dokonywać rodzice bez zezwolenia sądu,

- poddać wykonywanie władzy rodzicielskiej stałemu nadzorowi kuratora sądowego,

- zarządzić umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej, rodzinnym domu dziecka,

- powierzyć zarząd majątkiem dziecka kuratorowi.

Na podstawie art. 109 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego

Comments