Artykuły‎ > ‎

Po uprowadzeniu potrzebna szybka pomoc państwa

Wydrukowano w Rzeczpospolitej | 04 kwietnia 2011 | Prawo | Marek Domagalski

Podczas egzekwowania powrotu porwanego dziecka z zagranicy ważne są przepisy, ale także akcja konsulatu, prawników oraz pieniądze

Na problem zwrócili uwagę posłowie Jacek Tomczak i Jan Filip Libicki (PJN), kierując do ministerstw Spraw Zagranicznych oraz Sprawiedliwości pytanie, czy planują działania na rzecz ułatwienia powrotu dzieci uprowadzonych za granicę. Wskazali na znaczne koszty, jakie się wiążą z tą procedurą.

Konwencja i konsul

Jan Borkowski, sekretarz stanu w MSZ, przywołał obowiązujące przepisy: konwencję haską z 1980 r. dotyczącą cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę oraz rozporządzenie Rady (WE) nr 2201/2003 dotyczące jurysdykcji oraz uznawania i wykonywania orzeczeń w sprawach małżeńskich.

Konwencja wiąże Polskę z ponad 60 państwami, w tym wszystkimi członkami Unii, z USA, Kanadą, Meksykiem, Australią i Nową Zelandią, z większością państw Ameryki Południowej i niektórymi krajami Afryki i Azji. Z kolei rozporządzenie kładzie nacisk na szybkość postępowania w sprawach o powrót dziecka. MSZ dodaje, że konsulowie RP są też uprawnieni do udzielenia pomocy finansowej na pokrycie kosztów powrotu do Polski, jeżeli wnioskodawca nie ma pieniędzy.

Z kolei Igor Dzialuk, wiceminister sprawiedliwości, wskazuje, że zgodnie z art. 26 ust. 4 konwencji sąd (kraju, w którym dziecko przebywa), zarządzając powrót dziecka, może obciążyć osobę, która je uprowadziła lub zatrzymała, obowiązkiem pokrycia wydatków związanych z powrotem (bilety, hotel). Jednakże każda sprawa wymaga indywidualnego traktowania.

Przykładem takiego działania konsulów RP może być powrót do Polski małoletniego O.C. z Włoch oraz rodzeństwa N. i P. V. z Bułgarii. Z kolei w sprawie małoletniej P.C. koszty związane z przylotem jej i osoby towarzyszącej z USA do Polski poniósł z własnej inicjatywy amerykański organ opieki społecznej.

Prawo nie wystarczy

– Nie chodziło mi o cytowanie konwencji, bo ją znam, ale o to, by polskie służby konsularne mocniej angażowały się w takie sprawy (np. niemieckich Jugendamtów), by także udzielały pomocy prawnej w obcym kraju – powiedział „Rz" poseł Libicki.

Jak ważna jest taka pomoc, wskazuje sprawa klientki mec. Ewy Milewskiej-Celińskiej. – Jej mąż wyjechał na miesiąc z córeczką do USA, ale gdy tam wylądował, oświadczył, że nie wraca. Żona musiała wynająć amerykańskich prawników. Po trzech dniach był wyrok nakazujący powrót dziecka. Zatem konwencja haska jest OK (działa zresztą też w razie uprowadzenia dzieci do Polski), chodzi tylko o to, by sądy były sprawne, czego niestety o polskich sądach rodzinnych nie da się powiedzieć.

Działacze ojcowscy jeszcze większą wagę przywiązują do praktycznej pomocy służb państwowych dla rodzica, któremu bezprawnie zabrano dziecko. Jako przykład podają głośne porwanie we Francji w 2009 r. Elizy B., którą matka (Rosjanka) wiozła do swego kraju, ale zatrzymano ją na wniosek ojca Francuza podczas przejazdu na Węgrzech ze wsparciem tamtejszej policji.

Rafał Wąworek wiceprezes Stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka

Jeśli mamy do czynienia z porwaniem dziecka, należy podejmować czynności faktyczne i prawne natychmiast. W praktyce rodzic, któremu porwano dziecko za granicę, jest pozostawiony sam sobie. We Francji w razie porwania dziecka, także porwania krajowego, na nogi stawiane są wszelkie służby: policja, straż graniczna, służby zagraniczne. Najlepiej bowiem porwanie udaremnić na samym początku. Jednak istota problemu tkwi moim zdaniem w braku ochrony prawnej domicylu (miejsca zamieszkania). W praktyce domicyl dziecka to domicyl matki. Skoro może ona, dysponując władzą rodzicielską, bezkarnie zabierać dziecko, dokąd chce w Polsce, to trudno wymagać, aby organy państwa wykazywały jakąś gorliwość w razie przemieszczenia się matki np. do Anglii.

Comments