Artykuły‎ > ‎

Czy do sądu tylko pod krawatem

Wydrukowano w Rzeczpospolitej | 17 sierpnia 2013 | Prawo | Marek Domagalski

W Warszawie wprowadzono specjalne togi dla protokolantów, by ukrócić pstrokaciznę. Nie wszystkim się to podoba.

Niektórzy sędziowie idą dalej i proponują dress code nawet dla publiczności. Może się więc okazać, że już niebawem na sprawę rozwodową panie będą musiały iść w garsonce, a panowie pod krawatem. A to byłoby nowe zjawisko w sądach.

Na razie są nim togi protokolantów. Togi nosili i noszą sędziowie, a także prokuratorzy, adwokaci, radcowie prawni oraz radcowie Prokuratorii Generalnej. Ich oficjalny ubiór określają odpowiednie akty prawne, np. sędziów – rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 14 października 2011 r.

Mówi ono, że toga jest strojem urzędowym sędziów i ławników w czasie rozpraw i posiedzeń z udziałem stron, odbywających się w budynku sądu. Od kwietnia również protokolanci warszawskiego Sądu Okręgowego noszą podczas rozpraw czarne, gładkie togi.

Stara nowa toga

– Pomysł, by protokolanci nosili togi, i ich projekt powstały w naszym sądzie – mówi sędzia Maja Smoderek. Dodaje, że wcześniej obowiązywał pracowników zapis regulaminu pracy, który nakazywał ogólnie przestrzeganie kultury ubioru dla zachowania powagi miejsca pracy.

– Togi to coś więcej, to strój ujednolicony, który sprawia, że urzędnicy sądowi protokołujący przebieg rozpraw wyglądają godnie i odpowiednio do powagi wykonywanych czynności i instytucji, w której pracują – wyjaśnia sędzia Smoderek.

– Podobne togi dla protokolantów wprowadzono w SO Warszawa-Praga po to, by zapobiec pstrokaciźnie – wskazuje Marcin Łochowski, sędzia i rzecznik tego sądu.

Sądy z togami protokolantów to jednak wciąż wyjątki w polskim sądownictwie.

– Gdy byłem młodym asesorem, a były to lata poprzedzające stan wojenny, togi protokolantek wisiały głęboko w szafach, ładne dziewczyny uważały je za wstrętny rodzaj fartucha roboczego. Sędziowie podzielali chyba ten pogląd, bo nie nalegali na ich używanie – wspomina adwokat Piotr Nowaczyk. Dodaje, że rozprawy protokołowali aplikanci albo studenci odbywający praktyki, a czarna toga narzucona na garnitur jest dość uciążliwym strojem w upalny dzień na sali pełnej ludzi.

– Zdarzyło się, że na rozprawie zemdlał prokurator: akurat sierpniowe słońce biło mu prosto w plecy. Rozumiem, że sądy potrzebują odbudowania autorytetu, stąd młotki, birety, togi protokolantek. Dobrze, że nie sięgamy po peruki czy inne angielskie akcesoria. Chociaż z nich najbardziej podobał mi się bukiet fiołków, który niesiono przed wprowadzanym na salę aresztantem. Miało to niwelować zapachy przywleczone z więzienia – opowiada mec. Nowaczyk.

Ekspansję tóg sceptycznie ocenia adwokat Rafał Wąworek: – Kiedyś, gdy większość warszawskich sądów znajdowała się przy alei „Solidarności", zwyczajem było, że w czasie upału sędziowie proponowali pełnomocnikom zdjęcie togi. Inna praktyka pojawiła się wraz z nadejściem pokolenia młodych sędziów po roku 2000. Ale czym wyjaśnić krzyk asesora sądowego na adwokata, aby zapiął togę aż pod szyję, gdy żar lał się z nieba – z czym się spotkałem w sądzie gospodarczym na Czerniakowskiej? W Niemczech, gdzie praktykowałem w sądach rejonowych, obowiązek noszenia togi nie istnieje. Sąd jest swoistym miejscem pracy, tak jak w biznesie biuro – dodaje mec. Wąworek.

– Zapięta toga pozwala ukryć niedostatki ubioru, a w czasach, w których coraz mniej osób umie się znaleźć we właściwej jakości stroju, to nieocenione – uważa adwokat Andrzej Michałowski.

Spod niej nic nie widać

– Toga również protokolantom się przyda. Ze względu na togi sędziowie i adwokaci nie mają kłopotów z ubraniem, właściwie ich odpowiedniość stroju ocenić można jedynie w bufecie. Kłopot mają natomiast aplikanci i strony procesu, często traktujący sąd jako okazję do pokazania się z lepszej strony, co zwykle jest sztuczne i wywołuje odwrotny skutek. Sylwestrowa sukienka w połączeniu z trwałą w kolorze fiołkowym to nie najlepsza rekomendacja wiarygodności – zauważa mec. Michałowski.

Mówi, że na drugim biegunie jest dość częste niechlujstwo: wymiętoszona koszula w kratę, wytarte dżinsy czy klapki. – Aplikantom zdarza się nieraz zbyt dużo luzu – przesadne dekolty, legginsy, agresywna fryzura lepiej się sprawdzają wieczorem w klubie. Wreszcie tatuaże, kiedyś widoczne wyłącznie u oskarżonych – zaznacza Michałowski

Zdaniem adwokat Anny Załęskiej togi dla protokolantów uporządkują standardy. Tak jak w korporacjach obowiązuje pewien standard, tak samo powinien obowiązywać w sądzie. Niech to będą nawet dżinsy z koszulką/bluzeczką, ale nie krótkie spodenki czy bluzka na ramiączkach – zwraca uwagę.

– Sędzia teoretycznie może przyjść do sądu w dowolnym, niezobowiązującym stroju, gdyż i tak na sali ubiór zakryje togą, ale poza salą nie chodzi w todze i też musi jakoś wyglądać – zauważa Aneta Łazarska, sędzia Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy.

Dodaje, że od protokolantów, którzy zarabiają znacznie mniej niż sędziowie i również nie otrzymują żadnych dodatków, także oczekuje się reprezentacyjnego wyglądu na sali rozpraw. – Jeśli protokolant pracuje codziennie na sali, to kwestia białej, wyprasowanej i co dzień świeżej koszuli, ewentualnie garnituru, może stanowić problem także niestety finansowy. Uważam więc, że togi dla protokolantów to dobre rozwiązanie – twierdzi sędzia Łazarska.

Reguły dress code

– W Poznaniu nie ma protokolantów w togach, wolałbym zamiast tego dress code dla urzędników sądowych. Powinien być on także dostępny dla opinii publicznej, bo często osoby, które przyszły na rozprawę w krótkich spodenkach i klapkach, są zdziwione uwagą sędziego, że to niestosowny strój – wskazuje sędzia Bartłomiej Przymusiński.

Odpowiedni ubiór musi mieć nie tylko protokolant, ale i sędzia, który chociaż ma togę, to jednak najczęściej na salę wchodzi tymi samymi drzwiami co strony (osobne wejścia dla sędziów są rzadkością).

– Zdarzyło się kiedyś koleżance, urodziwej i stosownie ubranej, że ze strony oczekujących oskarżonych słyszała komentarze na temat swojej urody. Jakież były ich miny, kiedy weszli na salę rozpraw i zobaczyli, że nie była to protokolantka – wspomina sędzia.

Inne zdanie prezentuje sędzia Łochowski. Jest za ujednolicaniem strojów pracowników sądowych, ale przeciw stawianiu formalnych wymagań interesantom.

– W naszym sądzie (SO Warszawa-Praga) od kilku lat urzędnicy obsługujący interesantów występują w jednolitych koszulach, bluzkach zapewnianych im przez sąd. Niejedna osoba chciałaby podkreślić swoją indywidualność czy urodę, ale sąd nie jest miejscem dla takich demonstracji – uważa. – Trudno byłoby natomiast stawiać jakieś wymagania interesantom. Wśród nich są dwie grupy: jedna chce ubiorem podkreślić rangę wydarzenia, a druga – oceniając po stroju – przychodzi do sądu jak do sklepu. W skrajnych wypadkach pozostaje sędziemu zwrócenie uwagi na niestosowne odzienie – dodaje sędzia Łochowski.

Tak czy inaczej rola stroju najwyraźniej rośnie, w każdym razie menedżerowie w sądach zdają sobie sprawę z jego znaczenia. Jest też jednak druga strona medalu. Sale rozpraw nie powinny być przytłoczone formą, a to niestety można obserwować w niektórych sądach – wskazują nasi rozmówcy.

Ciekawa historia wiąże się z kolorem żabotów na togach radców Prokuratorii Generalnej. – W 2006 r. w trakcie prac nad projektem rozporządzenia w tej sprawie pojawiła się propozycja, by żaboty prokuratoryjnych tóg miały kolor złoty, ale zdecydowanie zaprotestowałem, bo w mojej ocenie byłaby to niepotrzebna ostentacja. Na szczęście żaboty na togach radców mają skromny kolor błękitnoszary – wspomina Marcin Dziurda, pierwszy prezes prokuratorii.

Comments